XVIII Daniel Łagodzki stał wpatrzony w budynek, który przez ostatnie dwie godziny był głównym powodem jego rozmyślań. Wprost wrośnięty w betonowy chodnik, z wzrokiem skupionym na ceglanym kolosie ani drgnął, kiedy mijali go ludzie goniący nie wiadomo, dokąd o tak wczesnej porze. Było dobrze przed szóstą rano. Ruch samochodów rozkręcał się na zlokalizowanej za jego plecami ulicy Tadeusza Kościuszki, a szum opon po chłodnym z nocy asfalcie w ogóle nie robił na nim wrażenia. Tkwił tak w bezruchu od dobrych kilkunastu minut. Tuż obok niego z mniejszym spokojem stała wierna przyjaciółka Anita. Ona jednak wyraźnie traciła już cierpliwość, przydeptując z miejsca na miejsce i nerwowo przeczesując włosy. – To niemożliwe… – wysapał w końcu powodując ekscytację u partnerki jakby to były jego pierws

