XIX Kiedy wykuł w ścianie wylot, który pozwolił już wejść w ciemną, złowrogą otchłań, nic nie było w stanie go zatrzymać. Nawet odgłosy zbliżających się pracowników Centrum, których z pewnością zaalarmowała kobieta, która ich nakryła. Rzuconym na kilka sekund spojrzeniem dał do zrozumienia Anicie, że nie powstrzyma go już nikt. – Powodzenia – rzuciła półszeptem. Uśmiechnął się po raz drugi. Usiadł jeszcze na wykutym murku i spojrzał w dół. Momentalnie wtopił się w ciemność schodząc w dół. Szedł z taką pewnością jakby była to jego codzienna trasa. Uwierzył w swoje umiejętności, co bez wątpienia dodało mu pewności siebie. Przestał zastanawiać się i zadawać sobie pytania. Skąd? Po co? Jak to możliwe? Dlaczego on? Parł przed siebie, żeby uratować dziewczynę. Tylko to się liczyło. Bez względ

