XXII Cisza była porażająca. Obaj wpatrywali się w siebie, jakby za chwilę mieli zderzyć się głowami w morderczym boju, niczym dwa potężne jelenie na rykowisku. Pierwszy odpuścił Bethke, choć z punktu widzenia budowy ciała, był zdecydowanym faworytem tego niedoszłego pojedynku. Wziął porządny łyk kawy i skinął zachęcająco na kubek stojący na plastikowym kokpicie, tuż przy przedniej szybie auta: – Czarna i bez cukru… Taka jaką zamówiłeś. – Czarna jak noc i gorzka jak życie… – mruknął pod nosem wróżbita. Chwycił za kartonowy kubek i przystawił ostrożnie do ust. Trzeba przyznać, że pachniała wybornie. Jakoś nie przywykł do picia czarnego napoju z podrzędnego kartonowego kubka z plastikowym dekielkiem. Zakrawało to dla niego, jako domowego baristę i kawosza na istną profanację. O dziwo, sma

