XXXIII

1471 Words

XXXIII Poranek tego dnia był mdły. Co prawda niebo zakryło się płaszczem chmur, jednak nie zanosiło się na deszcz. Choć nie było upalnie, podkomisarz Konrad Bethke rozsiadł się wygodnie w środku klimatyzowanej restauracji popijając poranną kawę. Wyraźnie czekał na kogoś. Zerkał co jakiś czas na godzinę, a zniecierpliwienie popijał gorącym napojem. W końcu do jego stolika podeszła kobieta ubrana w letnią, zwiewną sukienkę z rozpuszczonymi, ufarbowanymi na jasno włosami. Przywitała się z uśmiechem i widząc jego zmieszanie na twarzy usiadła nie czekając na zaproszenie. – Przepraszam… – wydukał w końcu, kiedy dostrzegł, jaką popełnił gafę – Nie poznałem cię. Wstał, aby się przywitać, ale na to było już za późno. Kobieta już siedziała naprzeciwko niego z kokieteryjnym uśmiechem i z ciekawoś

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD