XXXIII Poranek tego dnia był mdły. Co prawda niebo zakryło się płaszczem chmur, jednak nie zanosiło się na deszcz. Choć nie było upalnie, podkomisarz Konrad Bethke rozsiadł się wygodnie w środku klimatyzowanej restauracji popijając poranną kawę. Wyraźnie czekał na kogoś. Zerkał co jakiś czas na godzinę, a zniecierpliwienie popijał gorącym napojem. W końcu do jego stolika podeszła kobieta ubrana w letnią, zwiewną sukienkę z rozpuszczonymi, ufarbowanymi na jasno włosami. Przywitała się z uśmiechem i widząc jego zmieszanie na twarzy usiadła nie czekając na zaproszenie. – Przepraszam… – wydukał w końcu, kiedy dostrzegł, jaką popełnił gafę – Nie poznałem cię. Wstał, aby się przywitać, ale na to było już za późno. Kobieta już siedziała naprzeciwko niego z kokieteryjnym uśmiechem i z ciekawoś

