XXV

680 Words

XXV Przyglądał się czubkom butów, które miarowo stąpały po chodniku, z gracją omijając kałuże i przypadkowe zaniżenia. Chodnik był dość wąski i co jakiś czas poprzecinany zjazdami asfaltowymi, prowadzącymi gdzieś do ogrodzonego osiedla mieszkaniowego. Chwilę zajęło mu odnalezienie się w sytuacji. Szybko zrozumiał, że znów dostał się do ciała porywacza. Poczuł tą tajemniczą niemoc z dziwnym ściskiem krępującym jego najdrobniejsze ruchy. To tak, jakby na stopę ubrać za mały but i próbować rozprostować palce, z tą różnicą, że on czuł tą ciasnotę na całym ciele. Nie miał zbyt wiele czasu na zebranie myśli, bowiem po minięciu ciągnącego się po lewej stronie budynku z rozległym parkingiem, mężczyzna nagle skręcił w tamtą stronę. Mijając jego krawędź ruszył w kierunku mniejszego obiektu, jakby

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD