IV
Teresa Różewska ponad miarę wykorzystała czas, jaki Łagodzki miał dla niej zarezerwowany. Nie był jednak z tego powodu oburzony. Kiedy wyszła zadowolona wróżbami on wrócił z powrotem na fotel i chwycił w dłonie ukryty w stoliku tablet. Przedłużanie spotkania miało ważną, podwójną funkcję w jego grafiku. Zadowolenie klienta oraz zniecierpliwienie osób oczekujących w kolejce. Mruk dyskusji docierający zza grubych drzwi działał jak miód na jego uszy, a grobowa cisza przeciwnie, powodowała lekkie podenerwowanie.
Na elektronicznym urządzeniu cofnął obraz do momentu, kiedy dwie oczekujące kobiety rozpoczęły ze sobą dialog, z którego on zaczął wyłapywanie najpotrzebniejszych informacji. Nie wszystkie klientki znał tak dobrze na wylot, jak Różewską. Stad one szły na pierwszy ogień, a te najbardziej skryte i tajemnicze lub te, które przyszły pierwszy raz, czekały w stylowym korytarzu, nierzadko zwierzając się innym oczekującym kobietom.
Z tego właśnie korzystał.
Kiedy na nagraniu cofnął się do momentu pojawienia się drugiej kobiety w korytarzu, zatrzymał i puścił obraz. Młodsza czekała już od kilkunastu minut. Starsza weszła i grzeczne się przywitała. Młodszą kojarzył, bowiem już raz korzystała z jego usług. Zapamiętał ją jako typową „szarą myszkę”, która szukała u niego potwierdzenia słuszności swoich życiowych decyzji. I z tym tematem pewnie znowu do niego przyszła. Starszą kobietę widział za to po raz pierwszy.
– Korzystała już pani z usług tego wróżbity? – zagadnęła w końcu starsza po długich minutach ciszy.
Ta podniosła wzrok znad ekranu telefonu.
– Tak – odparła lakonicznie i wróciła do przeglądania zawartości smartfona.
– I co? Sprawdziło się? – zapytała ciekawsko po kilku kolejnych minutach.
– Tak – znów niezbyt rozwlekle odparła młoda.
– Bo wie pani, ja to pierwszy raz i trochę się stresuje…
Młodsza w końcu zwróciła większą uwagę na rozmówczynię.
– Spokojnie. Przecież to nie boli.
– No tak… Ale… Ludzie różnie do tego podchodzą. Kościół potępia. Mnie siostra namówiła, żebym spróbowała… Bo mam pewne wątpliwości… Przede mną operacja na kolano, której się strasznie boję. Nie wiem czy robić ją na kasę chorych czy prywatnie. Który lekarz zrobi lepiej? Czy się powiedzie? Czy będą jakieś komplikacje?
– Nie wiem, czy wróżbita na to wszystko pani odpowie, ale zawsze warto spróbować.
– A pani taka młoda i też potrzebuje wróżb? – starsza była niezwykle dociekliwa.
– A co tu ma wiek proszę pani? Każdy ma swoje problemy. Każdy bez względu na lata szuka odpowiedzi na swoje pytania.
– W sumie i racja…
Ten skrawek rozmowy w zupełności mu wystarczył. Odłożył tablet na miejsce i rozciągnął się wygodnie w fotelu. Zamyślił się przez chwilę oczyszczając umysł. Dopiero w błogiej ciszy zauważył, że popełnił jeden błąd w przygotowaniu pomieszczenia. Jak oparzony poderwał się z miejsca i dopadł do komody, na której stał zakurzony magnetofon marki Grundig z lat 90-tych XX wieku, popularnie nazywany jamnikiem lub dwukaseciakiem. To, podobnie jak meble, było reliktem po babci Walentynie. Wcisnął duży przycisk PLAY przy komorze na kasety oznaczonej wyraźnym symbolem A. Wraz ze sprzętem odziedziczył komplet kaset z muzyką relaksacyjną, której namiętnie słuchała Walentyna. On wykorzystał to do stworzenia niepowtarzalnego klimatu wróżenia. Spokojnie brzdąkające instrumenty połączone z odgłosem szumu drzew, wody czy czasem ćwierkających ptaków pozwalały wnieść się na wyżyny duchowości. Trzask taśmy magnetycznej również wprowadzał nietypowy nastrój. Jak mógł o nim zapomnieć wcześniej? Ach ta pani Różewska.
Pospiesznie uporządkował stolik i dżentelmeńsko zaprosił młodą dziewczynę do pokoju. Rytualnie już posadził ją przy stoliku i bez zbędnych ceregieli rozpoczął swoją pracę.
– W czym mogę pomóc?
– Mam trzy pytania, na które chciałabym znaleźć odpowiedzi… – zaczęła przeciągle, a po krótkiej chwili milczenia kontynuowała – Chciałbym się dowiedzieć czy w najbliższym czasie zdam egzamin na prawo jazdy, czy mój obecny chłopak zostanie moim mężem, czyli krótko mówiąc czy mi się oświadczy oraz czy moja przyjaciółka jest wobec mnie szczera bowiem czuje, że za moimi plecami zwyczajnie kopie pode mną dołki.
– Dobrze… – przez chwilę zastanowił się Łagodzki – Zatem proponuję na pani pytania postawienie tarota.
– Ok – krótko odparła dziewczyna.
Wróżbita przetasował karty i pozwolił dziewczynie wybrać cztery z całej talii. Odkrył je i ułożył w równej linii obok siebie. Karty symbolizowały kolejno: 10 mieczy, 3 buławy, króla mieczy i 3 miecze. Zmarszczył brwi próbując coś z nich wyczytać. Ostatnia karta, w której trzy miecze wbijały się w serce ostrzegała, że w jej życiu może wydarzyć się coś przykrego, być może za sprawą nieuczciwego postępowania bliskiej osoby. Wzmacniała to dodatkowo karta Króla mieczy, która ostrzegała przed konfrontacją z niebezpiecznym przeciwnikiem. To była niejako odpowiedź na ostatnie z pytań młodej kobiety. Karta 10 mieczy mówiła, że jakieś sprawy trudne lub smutne ciągnące się od dawna teraz zostaną zakończone ale nie koniecznie po jej myśli. Znając powszechną trudność w uzyskaniu pozytywnej oceny mogło chodzić o egzamin na prawo jazdy. Karta 3 buław informowała z kolei o staniu u progu ważnych decyzji dotyczących zmiany swojego obecnego życia. Można ją było interpretować na dwojako albo jako zmianę stanu cywilnego i zamążpójście lub jako zmianę partnera. Tylko co dotyczyło tej dziewczyny?
Spokojnym i łagodnym tonem zinterpretował dziewczynie wróżbę z kart, jednocześnie proponując przełożenie egzaminu na późniejszy, bardziej sprzyjający czas oraz delikatną lecz bardzo szczerą rozmowę z przyjaciółką. Zaznaczył, że nawet najgorsze sprawy można ułożyć kiedy jest wola po obu stronach barykady. Pytanie o chłopaka pozostawił na sam koniec. Wyjaśnił o małej klarowności kart w tym przypadku i niejako zaproponował dalsze wróżenie runami. Wylosował jerę zachęcającą do wytrwałości i walki o sukces, zaś ostrzegającą, iż jakiekolwiek cięcia lub szybkie nieprzemyślane decyzje mogą być katastrofalne w skutkach. Popatrzył wnikliwe na dziewczynę z napięciem oczekującą najważniejszej dla niej odpowiedzi.
Była nawet ładna, jednak wyraźnie stroniła od eksponowania swojej kobiecości czy to ubiorem, czy makijażem. Włosy bezładnie spięte z tyłu, w naturalnym kolorze i paznokcie które od dawna nie widziały lakieru, ani manikiuru, podobnie jak skóra słońca Zupełne przeciwieństwo Teresy Różewskiej. Przez chwilę ocenił ją powierzchownie. Każdy facet w gruncie rzeczy oceniał kobiety po wyglądzie, choć głośno mówiło się wyłącznie o wnętrzu. Podświadomie faceci chcą aby ich kobiety przyciągały wzrok obcych, choć głośno rzadko kto się do tego potrafi przyznać. W sumie to zasada ta działa w obie strony. W parze z odwagą idącą z ubiorem i wyglądem u kobiet szła odwaga życiowa, również ta w sferze intymnej. Być może jej facet nie był do końca zdecydowany, czy chce z nią spędzić życie. Być może to miało wpływ. Nie mógł jednak jednym swoim stwierdzeniem przyczynić się do złamania tego związku. Może kochali się, a chłopak po prostu czekał na odpowiedni moment. Z resztą na studiach faceci wolą balować niż myśleć o zakładaniu rodziny. Na pohybel!
– Runa jere mówi, że pani chłopak nie jest jeszcze gotowy na podjęcie tak ważnej decyzji życiowej. Stąd jego ociąganie w tym temacie i z pewnością nie uczyni również tego w najbliższym czasie. Runa jednak nakazuje wstrzymanie się od poważnych, drastycznych decyzji. Zinterpretowałbym to jako nie rozstawanie się z nim z tego powodu. Być może dojrzeje przy pani do tej decyzji. Być może nie warto teraz z niego rezygnować.
Młoda kobieta wbiła w niego wzrok. Przez chwilę panowała absolutna cisza, którą wypełniał jedynie szum taśmy magnetofonowej z lekkimi dźwiękami instrumentów strunowych w tle. Kilka kolejnych minut zajęła luźniejsza rozmowa na temat wróżb. W końcu, kiedy wszelkie wątpliwości zostały rozwiane, jej miejsce zajęła starsza kobieta z problemami zdrowotnymi. Z nią poszło całkiem sprawnie. Nie miała zbyt wielu wątpliwości do otrzymanej wróżby. Kiedy tylko usłyszała, że lepiej wybrać się po diagnozę do innego lekarza, praktycznie gotowa była zrobić to od ręki. Chyba właśnie oczekiwała takiej odpowiedzi. Teraz to Łagodzki usilnie zaczął zatrzymywać kobietę w pokoju bowiem wiedział, że przed nim została jeszcze ostatnia klientka.
Ta jednak jeszcze się nie pojawiła. Nie znał jej. Nic o niej nie wiedział. Umówiła się dopiero przed kilkoma dniami i strasznie zależało jej na jak najszybszym spotkaniu. Dlatego wcisnął ją na dzisiejszy termin. Teraz jednak się spóźniała. Liczył, że ostatnia i przedostatnia klientka spotkają się i na tej podstawie będzie mógł cokolwiek wywnioskować. Plan ten jednak można powiedzieć, że już legł w gruzach.
W końcu klientka nie dała się przeciągać w nieskończoność i zostawiając pieniądze na stoliku wymknęła się z mieszkania, jakby ktoś ją gonił. Został sam. Spojrzał na telefon komórkowy, sprawdzając czy nie ma czasem wiadomości od spóźnionej kobiety. Odczekał jeszcze kilkanaście minut i powoli zabrał się za sprzątanie pokoju. Nagle jednak skrzypnęły zawiasy wejściowych drzwi. Dopadł do tabletu i zerknął przez ukrytą kamerę. W przedpokoju pojawiła się, podsiwiała kobieta, ubrana cała na czarno. Niczym duch. Zdębiał na ten widok. Kobieta przez moment popatrzyła na przedpokój i spoczęła na ławie.
Nie zastanawiał się długo. Trzymając w jednej dłoni telefon wypisał krótką wiadomość „Potrzebuję twojej pomocy”. Kilkoma muśnięciami palca z książki telefonicznej wybrał wpis Anitka i nacisnął przycisk Wyślij.