Rozdział 1-2

2007 Words
- Na pewno nie żyje? - Sprawdzaliśmy z ojcem Charlsem. Nie żyje. - Dobry Boże, świeć Panie nad jego duszą. Chodźmy tam. Ojciec przeor był najważniejszą osobą w zakonie. Wspólnota zakonna, w zasadzie mała komandoria, którą dowodził, powstała z duchownych i świeckich, którzy w ostatnich latach wstępowali do niej w związku z prowadzoną budową zamku. Byli to przede wszystkim zakonni specjaliści budowlani różnych specjalności. Jednak w skład wspólnoty wchodzili również członkowie zakonu Templariuszy, uciekający z Francji na teren Szwajcarii po rozwiązaniu zakonu w 1312 roku. Rycerze i duchowni uciekali chroniąc własne życie i część z nich postanowiła przyłączyć się do dzieła budowy warownego zamku, który docelowo miał stać się ich klasztorem i siedzibą. Mieli nadzieję, że zapewni im także bezpieczeństwo aż do śmierci. Tak zresztą się stało. Zamek, choć solidnie budowany, zgodnie z zasadami sztuki kamieniarskiej przejętymi od budowniczych zakonu Templariuszy, jednak nie był wielki i budowa po dwunastu latach miała się ku końcowi. Przeor wraz z młodszym bratem przybiegli na miejsce zgonu. Było już tam kilku mnichów. Tibault był najstarszy i zapewne najbardziej szanowany ze wszystkich. Był rycerzem, który w młodości wysławiał się w walkach z niewiernymi w Ziemi Świętej. Był najwyżej postawiony w hierarchii komandorii Templariuszy, która budowała zamek. Prowadził czasami wykłady dla wszystkich we wspólnocie. Opowiadał o czasach świetności zakonu i jego misji. Chodziły również słuchy, że znaczna część funduszy na budowę była pozyskana w jakiś tajemniczy sposób za jego sprawą pomimo, że przecież wszelkie dobra materialne Templariuszom skonfiskowano. Tibault był stary i nie mógł już osobiście pomagać przy budowie, ale służył fachową radą. Jego śmierć była dla nich prawdziwym ciosem. Chodziły również słuchy o zdolnościach profetycznych brata Tibaulta. Przeorowi i kilku innym zaufanym braciom zwierzył się, że od niedawna miewa widzenia z Bogiem. - Przynieście nosze i zanieście ciało do kaplicy. Przygotujcie ciało do pochówku, a po zabalsamowaniu ubierzcie go w jego płaszcz i zbroję. Będzie pierwszym, którego tam pochowamy. Jak widać w samą porę zakończyliśmy budowę. Szykujcie uroczysty pogrzeb z udziałem całej wspólnoty. Przeor, po odmówieniu modlitwy, wydał stosowne polecenia i wyznaczeni bracia z szacunkiem zajęli się ciałem. - Ojcze przeorze, racz spojrzeć, napisał to przed śmiercią. Zdążył też dopisać “wykuć na ścianie w grobowcu”. Przeor wraz z innymi braćmi przyglądał się z ciekawością łacińskiemu tekstowi, pośpiesznie, ale wyraźnie napisanemu na pergaminowej karcie. Osiem linijek łacińskiego tekstu stanowiły dwa czterowiersze. - Dziwne. Popatrzcie tutaj. Co to za słowo? Co to za treść? Czy to jakaś modlitwa? Nic nie rozumiem. - To raczej brzmi, jak jakieś proroctwo. Skomentował jeden z braci. Inni również kiwali głowami w geście niezrozumienia. W końcu przeor wydał rozkaz: - On z pewnością wiedział co pisze. Polećcie bratu Berengardowi wykuć tekst nad archiwoltą wejścia, po wewnętrznej stronie. Widziałem tam płaską płytę kamienną. Niech to zrobi niezwłocznie, jeszcze przed pogrzebem i niczego nie zmienia. Tak odczytuję ostatnie życzenie brata Tibaulta. Niech Berengard dopisze, że to słowa Tibaulta, najzacniejszego z zacnych braci, Templariusza, wojownika, obrońcy Ziemi Świętej. .......... ( koniec cytatu z części I ). Ojciec Charls podszedł do ojca przeora. - Ojcze, brat Gotard był przy śmierci Tibaulta. Jest jeszcze coś, co chciałby ci powiedzieć, Gotard podejdź tu. Charls zwrócił się do Gotarda: - Mów wszystko, coś widział. - Ojcze przeorze, zacni ojcowie, wszystkom widział i słyszał. Widziałem jak Tibault pisze swoją przepowiednię. Często przerywał i patrzył w niebo dziwnym wzrokiem ale był spokojny. Widziałem jak dopisuje, żeby tekst wykuć na ścianie grobowca. Jak skończył pisać był uśmiechnięty i wtedy właśnie coś się stało. Stał nad tekstem a w jego oczach zobaczyłem wielkie przerażenie. Strasznie się wystraszył i się przewrócił, wylał inkaust. Podbiegłem, żeby mu pomoc, a on złapał mnie za rękę i powiedział kilka słów. Zaraz atoli umarł. - Mów co powiedział. Gotard zbliżył się do głów przeora i Charlsa i szepnął im coś do uszu z przerażoną miną. Charls i przeor spojrzeli na siebie z trwogą i obaj się przeżegnali. Chwilę stali nieruchomo. *** Świat duchów Rok 2509. Sala posiedzeń Senatu Wielkiej Rady. Najwyższego organu władzy, zjednoczonego świata duchów. - Wielce szanowni senatorowie. Zwracam się do was o rozsądek i odpowiedzialność. Przemyślcie dobrze każdy aspekt podejmowanej przez was decyzji, mając na względzie jej nadzwyczajną wagę dla przyszłości i stabilności naszego świata. Ta decyzja zaważy na losie przyszłych pokoleń. W całej swojej czterdziestoletniej karierze parlamentarnej nie pamiętam głosowania w tak nietypowej sprawie i o tak wielkim znaczeniu. Rozpatrzcie, że materia z którą przyszło nam się zmierzyć uderza w podstawowe prawa naszej duszej egzystencji. Skutki decyzji, którą za chwilę podejmiemy w demokratycznym glosowaniu, mogą być druzgoczące dla obowiązujących zasad moralnych i prawnych. Zasad, które gwarantowały do tej pory stabilność naszego bytu. Skutków tych w dalszej przyszłości nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć. Marszałek Senatu Wielkiej Rady przerwał na chwilę, nerwowo przełykając ślinę. Sięgnął po szklankę z wodą. Był już bardzo zmęczony. Nie pamiętał, żeby któreś głosowanie odbywało się tak późno w nocy. Upił mały łyk i kontynuował. - Wysłuchaliście opinii wielu wybitnych przedstawicieli nauki, naszego i ziemskiego świata. Zdaję sobie sprawę, że opinie te są różne i często zupełnie sprzeczne ze sobą. Dlatego tym bardziej wierzę w waszą mądrość i przezorność. Marszałek znowu zrobił przerwę. - Czy ktoś chciałby jeszcze przed głosowaniem zabrać głos? Zgłosił się jeden z senatorów. Po uzyskaniu zgody podszedł do mównicy. Wszyscy wiedzieli, że był gorącym zwolennikiem decyzji akceptującej podnoszoną kwestię. - Najjaśniejsi senatorowie. Zanim zagłosujecie „na nie” zwracam się do waszych sumień. Pamiętajcie skąd się tu wzięliśmy. Pamiętajcie, że tak naprawdę wciąż jesteśmy ludźmi. Choć proces naszego myślenia obsługiwany jest obecnie przez zjawiska korelacji zdarzeń zachodzących w bramkach logicznych maszyn kwantowych, to bazą naszej samoświadomości jest wciąż nasz ziemski, ludzki umysł. Apeluję, abyście przy rozważaniu tego problemu kierowali się ludzkim sumieniem. Chciałbym jeszcze na koniec wyraźnie podkreślić, że ewentualna zgoda będzie miała charakter jednorazowy i dotyczyła tylko kilkudziesięciu awatarów w całym naszym wielomilionowym świecie. Znaczenie naukowe tego eksperymentu może być nieocenione dla zrozumienia istoty naszego jestestwa, pomimo, że zainicjowali go źli, którzy zdradzili reguły naszego bytu. W ludzkiej naturze jest odkrywać nowe, nieznane zjawiska. Poza tym nie będziemy multiplikować krzywdy, której już się dopuszczono. Senator skończył i zszedł z mównicy. Przewodniczący przystąpił do głosowania. - Kto z najjaśniejszych jest za tym, aby dokończyć zainicjowane procesy wiadomego eksperymentu z całym zakresem odpowiedzialności za ewentualne, negatywne skutki takiej decyzji, niech naciśnie przycisk. Kto jest przeciw? Kto się wstrzymał? Po chwili na wielkim hologramie w centralnej części sali posiedzeń ukazały się wyniki. Przez salę przeszedł szmer zdziwienia a następnie rozległy się oklaski. Marszałek ogłosił oficjalnie wyniki: - Stwierdzam, że za podtrzymaniem eksperymentu zagłosowało 501 dostojnych deputowanych a za jego przerwaniem było 499. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Tym samym ogłaszam, że Wielka Rada zdecydowała w tajnym, demokratycznym głosowaniu, większością jednego głosu, że zainicjowane procesy będą dokończone a eksperyment będzie kontynuowany do końca z całym spektrum wynikających z niego konsekwencji. W oczach wielu deputowanych widoczne było przerażenie. Po głosowaniu w foyer sali obrad jeden z nich, który głosował „na nie”, przystąpił do kilkuosobowej grupki tych, którzy poparli uchwałę. Wszyscy razem dobrze się znali. - Możecie mi to wyjaśnić? Oni przysunęli się do niego tak, żeby słyszał ich szept. - Wiemy coś, o czym ty możesz nie wiedzieć. - O czym? - Ale nikomu ani słowa. - No mówcie. - Rządy obu światów mają w stosunku do nich pewien bardzo tajny plan. - W stosunku do kogo? - No do nich, w dalekiej przyszłości. - Jaki? - Za jakieś dwie dekady, bo na tyle szacujemy przygotowania, mogą nam być potrzebni. Będą idealnie nadawać się do naszej misji. - Do misji? - Tak, bardzo ważnej i dalekiej misji. W„Advanced Biology” wymyślono coś nowego. Ale na razie nikt nie może się o tym dowiedzieć. *** Świat ludzi. Rok wcześniej. - Nie, nie !!! nie dopadniesz mnie!!! A masz! a masz! i jeszcze raz!!! Divyja zrobiła gwałtowny unik z jednoczesnym obrotem ciała o 360 stopni i dwuręczny miecz „półtorak”, klasyczny dla europejskiego rycerstwa średniowiecza, który silnie trzymała w dłoniach, obciął kolejną, piątą już głowę, siedmiogłowej hydrze. Lecz potwór, samiec, nie dawał za wygraną. Uniknął kolejnego ciosu i gwałtownie obrócił się bokiem, uderzając Divyję końcem swojego długiego ogona. Uderzenie było celne i tak silne, że dziewczyna przeleciała w powietrzu dwadzieścia metrów i spadając z wielką siłą uderzyła się w plecy, tracąc na moment przytomność. Smok doskoczył do wojowniczki i przycisnął jej tułów do ziemi swą wielką, potężnie umięśnioną łapą, zakończoną czterema szponami, przypominającą kończynę Tyranozaura. Już miał złapać ją za gardło jedną ze swoich odrośniętych właśnie głów. Ale Divyja odzyskawszy świadomość pchnęła frontalnym sztychem w szyję bestii, na której znajdował się łeb zamierzający zmiażdżyć jej czaszkę. - Nie dopadniesz mnie gnoju!!! och! ach! Hydra odskoczyła grzmiąc potwornym rykiem a Divyja zdołała stanąć na nogach i znowu podjęła walkę, wydając przy tym okrzyki wielkiego wysiłku. Wprawnie i celnie wywijała ciężkim mieczem. Jurgen zadzwonił do drzwi, ale nikt nie otwierał. Pomimo, że trzymał siatkę z zakupami to musiał znaleźć klucz w kieszeni. Otworzył i po cichu wszedł do mieszkania. Myślał że Divyja ucięła sobie drzemkę i nie chciał jej budzić. Zajrzał do sypialni, jednak jego dziewczyny tam nie było. Wtedy zrozumiał, dlaczego mu nie otworzyła. Poszedł do pokoju, w którym stały obok siebie dwa fotele gamingowe. Divyja leżała nieprzytomna w gamingowym transie, tylko w t-shircie i majtkach. Na głowie miała czepek naszpikowany czujnikami fal mózgowych. Była przypięta pasami do fotela i wymachiwała dynamicznie rękami i nogami, wydając przy tym westchnienia i okrzyki zaciętej walki. Cały fotel trząsł się od jej nagłych ruchów. Gdyby nie pasy bezpieczeństwa, już dawno spadłaby z niego na podłogę. Jurgen powiedział do siebie na głos: - No nie, znowu? Ona jest uzależniona. Komputer, migając lampkami, odtwarzał znaną mu dobrze grę. Pochylił się nad dziewczyną i zsunął nieco czepek ze spoconego czoła, a następnie położył jej na czole rękę, przyciskając miotającą się głowę do skórzanego podgłówka. Jej oczy były na wpół otwarte, ale nie reagowały na żadne bodźce. Nieregularne ruchy białkówek sygnalizowały stan czasowego obłędu. Przez uchylone usta widać było równe, białe zęby, pięknie kontrastujące z jej ciemną karnacją. Nabierała gwałtownie powietrza potrzebnego jej do prowadzenia walki. - Nie dopadniesz mnie!!! a masz! Cięła mieczem kolejne głowy, lecz one wciąż odrastały i stan pojedynku wydawał się remisowy. Wtem Divyja stwierdziła ze zdziwieniem, że czuje się wilgotna i nabrała ochoty na seks. Smok od razu zrozumiał jej intencję. Zaprzestał walki i odezwał się do niej niskim, dudniącym głosem: - Chcesz ze mną seks? Zbliżył się do niej na swoich potężnych, szponiastych łapach, wysunął tułów do przodu a z jego krocza wyłonił się ogromny, nabrzmiały, smoczy atrybut. Divyja zaczęła rzucać się na swoim fotelu, nie rozumiejąc skąd ten nagły zwrot akcji. Jednocześnie coraz wyraźniej czuła w ustach znajomy, przyjemny, lekko słony smak. Usta Jurgena złączyły się z ustami dziewczyny a końcówka jego języka, penetrując przestrzeń pomiędzy rozchylonymi zębami, szukała jej podniebienia. Jednocześnie drugą dłoń Jurgen wsunął głęboko pomiędzy szczupłe, długie nogi. - Jurgen!!! Jurgen !!! Divyja krzycząc odzyskiwała świadomość. - Kurde, tyle razy ci mówiłam żebyś nie wyrywał mnie z gamingowego transu w ten sposób! To może być dla mnie niebezpieczne! Miałam dzisiaj z nim szansę, przeszłabym następny level! Jurgen przytulił czule Divyję. - Przecież to ze mną możesz przejść na następny level. - Głupi jesteś, dobrze wiesz, że wybudzanie powinno być stopniowe i powinno być sterowane przez komputer. Trzeba tego używać zgodnie z instrukcją obsługi. Kiedyś umrę przez ciebie i co z tobą będzie? Wiesz dobrze, że beze mnie sobie w życiu nie poradzisz. Na twarzy Divyji pojawił się głupawy uśmiech. - Naprawdę? No nie wiedziałem, ale możesz mieć rację. Chyba nie umiałbym już żyć bez ciebie. - No właśnie, sam widzisz. - Divyja nie spędzaj na tym zbyt wiele czasu. To nowatorska technologia, nie wiadomo czy długotrwałe używanie tego sprzętu nie ma złego wpływu na ludzkie zdrowie.To jednak manipuluje twoim mózgiem. Jurgen wskazał wzrokiem na dwa fotele gamingowe, które kupili razem z Divyją dwa miesiące temu, do swojego wynajmowanego mieszkania. Ten model pojawił się na rynku zaledwie kilka tygodni wcześniej i był znacznie bardziej zaawansowany od swoich poprzedników. - No wiem, no... ale to takie fajne. A poza tym mówią, że były szczegółowo testowane i są bezpieczne.
Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD