XIV Łagodzki siedział nieruchomo, wpatrzony w jeden punkt. Jego twarz muskały drobne smugi pary unoszącej się znad kubka gorącej kawy, której zapach wypełniał całe pomieszczenie. Na nim nie robiło to jednak żadnego wrażenia. Był nieobecny. – Powiesz wreszcie, co się stało? – ciszę przerwał łagodny głos jego jedynej przyjaciółki. Wystraszyła się, kiedy załomotał w drzwi jej mieszkania o 4 nad ranem. Kiedy w końcu zdecydowała się otworzyć, wpadł do środka jakby go ktoś gonił, bełkocząc jakieś niezrozumiałe wyrazy. Dopiero, kiedy zaproponowała kawę usiadł przy stole i znieruchomiał. Trwał tak w milczeniu do teraz, nie biorąc ani jednego łyka, podczas gdy ona zdążyła opróżnić już połowę kubka. Wyglądał jak wariat. – Daniel… – położyła rękę na jego ramieniu. Drgnął jakby wybudzony z twarde

