XVII Nie pamiętał jak opuścił dom Marcjaników. Biegł na oślep jak opętany, odbijając się niczym piłka od napotkanych przypadkowo przechodniów. Zachowywał się jakby był pijany. Na oczy zaciągnęła mu się kurtyna nadciągającego wieczoru, którego ostre, pomarańczowe światło latarni jakoś dziwnie nie rozświetlało. Zgubił się na jednym z kolejnych skrzyżowań. Był tak zmęczony, że zaczynał tracić i świadomość, i orientację. Opadł z sił. Nagle odzyskał zmysły w zupełnie nieznanym mu miejscu. Życie przeskoczyło o kilka klatek filmowych, które musiał przegapić. Gęsta ciemność rozświetlała się powoli, jakby rozrzedzał ją blask słońca leniwie wstającego zza horyzontu. Czuł jakby bardzo wolno się budził, wracając do rzeczywistości w spowolnionym tempie. Rozmazany obraz wyostrzył się długo po tym jak

