XXVI Z letargu wyrwało go mocne szarpnięcie za ramię: – Daniel! Daniel! Podniósł wzrok na mężczyznę, który pochylał się tuż nad nim i badawczo się w niego wpatrywał. To był Bethke. Szybko wrócił do rzeczywistości. Rozgraniczanie świata z wizji z teraźniejszością i płynne przenikanie pomiędzy nimi szło mu coraz sprawniej. Na zewnątrz stało się prawie nie zauważalne. Policjant wpatrywał się w niego bystrym, pytającym spojrzeniem, jakby właśnie wpisał się w owe „prawie”. – Co jest? – w końcu przerwał to niewygodne milczenie wróżbita i jasnowidz w jednym, jakby to z policjantem było chwilę temu coś nie tak. – Mówiłem do ciebie, a ciebie jakby nie było przez chwilę… Miałeś jakaś wizję? Prawda? – Bethke zmienił się w rasowego detektywa i ze sporą dawką podekscytowania w głosie wypluwał kole

