Rozdział 1-3

2012 Words
- Nigdy nie wierz reklamom. Zawsze kłamią. Jak już gadamy to chcę ci coś powiedzieć o tym. - Co? - Pamiętasz, że David ma za tydzień urodziny? - No wiem, przecież umówiłam już spotkanie on live. Co możemy zrobić dla niego w świecie duchów? Jedynie złożyć mu życzenia i z nim porozmawiać. Pocieszyć go trochę. Po śmierci mamy i odejściu Laury i Maxa wciąż jest samotny i przygnębiony. - Mam pewien pomysł, odnośnie naszych nowych foteli. - Jaki? - Słyszałaś, że zrobili oprogramowanie umożliwiające przeniesienie się za ich pomocą na kilka godzin ze świata ludzi do świata duchów? Dopiero na tym nowym modelu jest to możliwe. - Coś słyszałam, ale to całkiem nowe, dopiero weszło na rynek. Jak dokładnie działa? - W końcu świat duchów to też rodzaj gry komputerowej. Wchodzisz na fotel a oprogramowanie buduje dla ciebie tymczasowego awatara w świecie duchów, dokładnie takiego samego jak stałoby się to po twojej śmierci. Korzysta z bazy danych, które pozyskiwane są podczas półrocznych skanów a dotyczą tylko twojej fizyczności. Awatarem, zamiast komputer kwantowy, steruje twój własny, żywy mózg z fotela gamingowego. Twoje ciało jest w transie, jak w czasie innych gier. - Korzystają z tego? - Divyja! nie słyszałaś!? to hit. Wchodzisz do świata duchów i jesteś tam normalnym awatarem, dokładnie tak, jakbyś umarła i by cię tam obudzili. Wszystko czujesz własnymi zmysłami. Możesz przytulic ducha z pełnym zakresem odczuć wszystkich zmysłów, możesz przemieszczać się tam za pomocą punktów teleportacyjnych jak prawdziwy awatar a nawet możesz zwiedzać środowiska komercyjne. Ograniczeniem jest tylko czas. Po trzech godzinach program cię sam wywali i budzisz się na fotelu, tak zresztą jak przy wszystkich pozostałych grach. - Kurde, to fascynujące. Można zwiedzić świat duchów, jeszcze zanim umrzesz. - Też uważam, że to fascynujące. Mało że zwiedzić, można nawet poznać tam sobie kogoś i się z nim spotykać a nawet się w nim zakochać. Ta technologia bardzo zwiększa zasięg interakcji pomiędzy ludźmi a duchami. Już słyszałem, że ziemscy szefowie firm zatrudniających duchy, przenoszą się tam na narady i spotkania biznesowe. Powiem ci więcej, bogatsi gracze przenoszą się tam na panienki do duszych burdeli. Ponoć jest tam dużo taniej. Nawet ksiądz nie wie czy to już jest zdrada. Ziemskie pary się tam udają na chwilę, żeby spróbować to... tam zrobić. Podobno odczucia są tam bardziej intensywne, zwłaszcza u kobiet. - Przestań. No słyszałam, że kobiety tam... to intensywniej przeżywają. - No właśnie. I mam taki pomysł. Zamiast rozmawiać z Davidem poprzez ścianę, łykniemy apkę, przeniesiemy się do świata duchów, kupimy tam jakąś flaszkę i prezent, wyściskamy go, wycałujemy i zorganizujemy mu przyjęcie urodzinowe w jego własnym mieszkaniu. - O jacie! fantastyczny pomysł! - No wiesz, przy okazji moglibyśmy przystanąć sobie po drodze gdzieś w jakiejś windzie, bramie albo przebieralni i sprawdzić czy to prawda z tymi odczuciami. Divyja się uśmiechnęła. - Głupi jesteś. Jeszcze ci mało? Wiesz ile wstydu kosztuje mnie spowiadanie z tego wszystkiego, co tu razem robimy? - Wyobrażam sobie minę tego biednego księdza. Jedna z ostatnich gorliwych chrześcijanek, a mówi mu takie rzeczy. - Na właśnie. Nie śmiej się. Ile kosztuje ten program? - Dosyć drogi, ale da się przeżyć. Mniej więcej dwa razy tyle, co najdroższe gry. To co? - Kupujemy, w końcu jest tam David, nie raz się przyda. *** Świat ludzi, rok 2506. XXVI wiek. - Grayson, mamy jutro jechać na inspekcję do stacji numer 6. - Skąd wiesz? - Gadałem z szefem przed chwilą. Powiedział, że android techniczny C 3-598 ze stacji nr 6 zgłosił potrzebę usunięcia usterki. - Sam nie umie? - Nie, zgłosił rozszczelnienie instalacji chłodzenia. Wyciek helu. Jeden z komputerów kwantowych został odstawiony. - Sam nie może naprawić? - Zgłosił, że ta usterka przekracza jego zakres kompetencji autoryzacji. Mógłby ją usunąć sam, tylko w przypadku podniesienia alertu bezpieczeństwa, ale alarmów nikt nie ogłasza. Musimy to pooglądać i udzielić mu jednorazowej autoryzacji. Wtedy naprawi to, pod naszym nadzorem. - C3, to te z nowym oprogramowaniem? - Tak, oprogramowała go firma New Software. - He he, tego jajcarza z San Jose. Matko, Matthew. Już się cieszę na gadkę z tym androidem. Zobaczymy czy to prawda, co o nich gadają. - Pojedziemy, to się zobaczy. - Patrzyłeś jak pojedziemy? - Tak, mamy pociąg o 8.35. Tak będzie najwygodniej. A potem do serwerowni podlecimy dronem. Stacja jest w zasięgu City Drons. - Ile potrwa podróż? - Pociąg pojedzie 35 minut, to tylko trochę ponad 300 km no i potem może z kwadrans dronem. - Ok, to umawiamy się na jutro, kwadrans po ósmej na dworcu głównym. - Weźmy na wszelki wypadek torby z narzędziami. - No jasne, jak zawsze. To na razie, do jutra. Grayson i Matthew to para doświadczonych inżynierów zatrudnionych jako konserwatorzy stacji serwerowej, obsługującej I dystrykt świata duchów. I czyli najstarszy, należący do Stanów Zjednoczonych. Generalnie wszystkie naprawy sprzętu komputerowego w serwerowniach, już od ponad pół wieku, wykonywane są przez wyspecjalizowane androidy. Na początku istnienia świata duchów zajmowali się tym ludzie, co bardzo podnosiło koszty. Teraz ludzie tylko dokonują okresowych inspekcji lub tak jak w tym przypadku, nadzorują usuwanie poważniejszych usterek. Wszystkie pozostałe prace konserwacyjne wykonują androidy. Są w pełni autonomiczne i bardzo dobrze radzą sobie z powierzonymi zadaniami, szczególnie, że komponenty stosowanych maszyn są konstruowane modułowo. Androidy diagnozują usterki i wymieniają uszkodzone moduły chipsetu, pobierając je z magazynu. Bywa, że do serwerowni ludzie nie wchodzą całymi tygodniami. Androidy te, choć są zaawansowane technologicznie i wyspecjalizowane do swoich zadań, to w żadnym razie nie dorównują inteligencją żywym ludziom i nie są w stanie spełnić testu Turinga[1]. Są doskonale wyspecjalizowanymi i oprogramowanymi maszynami. Nazajutrz. - Cześć Matthew. Co tak późno, już się bałem, że pociąg nam ucieknie. - Grzebałem się przy śniadaniu i za późno wyszedłem z domu. Myślałem, że samochód pojedzie trochę krócej. Matthew musiał przyjechać na dworzec swoim prywatnym, elektrycznym samochodem. Mieszka daleko od centrum i jego dom znajduje się poza zasięgiem obsługi transportu przez miejskie drony. W swoim pojeździe był raczej pasażerem niż kierowcą. Samodzielnie, sterując dżojstikiem, wyjechał tylko z garażu i doprowadził pojazd do wyjazdu z posesji. Ale nawet w czasie tych manewrów komputer pokładowy czuwał, żeby nie popełnił jakiegoś błędu i o coś nie przyhaczył. Dalej w stronę miasta jazda odbywała się w pełni autonomicznie. Sterowanie ręczne zostało zablokowane. Po dojechaniu pod dworzec, jego pusty już samochód samodzielnie skierował się z powrotem w stronę domu, aby służyć jego żonie i dzieciom. O odpowiedniej porze sam przyjedzie po niego z powrotem na dworzec do miasta. Już od ponad 300 lat transport samochodowy realizują wyłącznie autonomiczne pojazdy. Radość z własnoręcznego kierowania pojazdami mechanicznymi na długich dystansach i głównych drogach, została ludziom ostatecznie odebrana. Jednak otrzymali w zamian poziom bezpieczeństwa podróży, nieznany w czasach ręcznego kierowania pojazdami. Wypadki drogowe były bardzo rzadkie. W krajach o kilkudziesięciomilionowych społecznościach, było ich kilka w ciągu roku. Samemu można prowadzić tylko specjalne, bezpieczne pojazdy, dla przyjemności i zabawy na bocznych, wybranych drogach. Dotyczy to również bezpiecznych elektrycznych motocykli. Ja, opowiadając tą historię, muszę wspomnieć o swojej tragicznej śmierci w trakcie jazdy takim właśnie motocyklem, w którym nieroztropnie zblokowałem systemy bezpieczeństwa. Grayson mógł dostać się na dworzec znacznie prościej. Ponieważ mieszkał w centrum, to skorzystał z jednego z tysięcy autonomicznych dronów, obsługujących City i jego obrzeża. Poprzez implant komunikacyjny zamówił drona, który podstawił się na lądowisku. Lądowisk w mieście było setki. Grayson oczywiście wybrał to, najbliżej jego miejsca zamieszkania, do którego dojście na piechotę zajęło mu 3 minuty. Kiedy podszedł, to zamówiony dron właśnie lądował. Drony były własnością prywatnej firmy i korzystali z nich, za niewielką opłatą, wszyscy mieszkańcy metropolii. Najbiedniejsi mogli latać nimi za darmo. Dron napędzany był dwoma niezawodnymi wentylatorami elektrycznymi i mógł zabrać do czterech osób. Oczywiście latał autonomicznie i nie wymagał załogi. Ludzie byli wyłącznie pasażerami. Miał zasięg kilkudziesięciu kilometrów, a jeśli wymagał doładowania baterii to samodzielnie lądował na stacji ładowania. Po trzech minutach, w pełni naładowany, kontynuował podróż. Choć wypadki prawie nigdy się nie zdarzały, to właśnie w takim dronie zginęła w swoim ziemskim życiu Eila, zamordowana przez swojego męża, informatyka obsługującego system transportu miejskiego. Jej śmierć połączyła ją ze mną w świecie duchów. Grayson i Matthew wsiedli do pociągu, który zawiezie ich do odległego o 300 km miasta w pobliżu którego znajdowała się serwerownia nr 6. Tam mieli wykonać swoje zadanie. Pociąg sunął niemal bezgłośnie na poduszce magnetycznej z prędkością dochodzącą do 600 km na godzinę. Jedyny hałas pochodził od szumu powietrza opływającego kabinę. Obaj wpatrywali się spokojnym wzrokiem w szybko przesuwające się fragmenty górskiego krajobrazu. Znaczna cześć trasy usytuowana była w podziemnych tunelach i wtedy widzieli tylko rozmyte smugi świateł. Pociąg na swojej trasie zatrzymał się tylko trzy razy. Po pół godzinnej jeździe byli na miejscu. Wyszli z dworca i podeszli do czekającego już na nich kolejnego drona, którym za 15 minut dolecieli wprost pod wejście do serwerowni. Choć miejsce docelowe odległe było o ponad 300 km, to jechali tam krócej niż godzinę, od chwili wyjścia z domu. Szybkie pociągi znacznie ograniczyły transport lotniczy w naszych czasach. Samoloty latały wyłącznie na trasach dłuższych niż 2 tysiące kilometrów. Krótsze dystanse efektywniej pokonywało się pociągami. Samoloty również napędzane były turbinami elektrycznymi. - Dawno tu nie byliśmy. - Chyba ze trzy miesiące, zobaczymy jak to tu teraz wygląda. Po wejściu do pierwszego budynku usłyszeli głos komputera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo na terenie serwerowni. Obaj położyli torby na przenośniku prowadzącym do skanera i podeszli do automatycznej bramy. Nie było tam żadnych ludzi. - „Podejść do identyfikacji”. Włożyli swoje identyfikatory do czytnika a następnie, po kolei, zbliżyli się do skanera. Skaner po szybkim zeskanowaniu całego ciała, ustawił się przy ich twarzach. - „Spojrzeć w stronę kamery”. - „Inspektor Miller Grayson, rozpoznałem, możesz przejść”. - „Inspektor Roy Matthew, rozpoznałem, możesz przejść”. Wyszli z portierni i udali się do głównego budynku serwerowni. Obiekt był zupełnie pusty, nie było widać żadnych ludzi. Przy wejściu głównym wystarczyło popatrzeć w stronę kamery identyfikatora i przysunąć swoje karty identyfikacyjne do czytnika. Stalowe, pancerne drzwi się otworzyły i obaj weszli do środka. Drzwi natychmiast się za nimi zamknęły. Po przejściu korytarzem weszli na główną halę. Ktoś, kto zobaczyłby ten widok pierwszy raz, pewnie oniemiałby ze zdumienia i zachwytu. W kilkunastu równych rzędach stały tysiące komputerów kwantowych. Każdy o wielkości małego samochodu. Obok nich stały szafy tradycyjnych komputerów. Tysiące kolorowych lampek migających cały czas, zaświadczały o trym, że maszyny ciągle dokonują nieskończoną ilość operacji obliczeniowych. Wszystko to szczelnie oplecione setkami kilometrów wiązek przewodów o różnej grubości. Te najgrubsze zasilały pracujące jednostki. Do tego wpleciony był gąszcz rurek instalacji chłodzenia. Maszyny wykorzystywały procesory oparte o nadprzewodniki i wymagały stałego chłodzenia ciekłym helem. Niektóre z rurek pokryte były cienką warstwą białego szronu. Na hali panował spory hałas. To właśnie tutaj biło cyfrowe serce mojej obecnej egzystencji. Cała iluzja cyfrowego świata, świata duchów, tutaj materializowała się w ziemskim bycie. To właśnie dzięki takim stacjom i zaangażowaniu w ich istnienie i działanie setek tysięcy ludzi, produkujących i nadzorujących pracę tych maszyn, istnieliśmy my, duchy. To właśnie dzięki tym „fabrykom” obliczeniowym ludzie zapewnili sobie ciągłość swojej egzystencji po zakończeniu ziemskiego życia. Dopiero widząc to na własne oczy można było zdać sobie sprawę, jak kruchy jest nasz duszy świat i jak niewiele potrzeba aby go unicestwić. Wystarczy odciąć serwerownię od zasilania i nasz świat przestanie istnieć. Na Matthew i Graysonie ten widok oczywiście nie robił żadnego wrażenia. Obaj widywali już takie stacje setki razy. Byli doświadczonymi fachowcami i doskonale wiedzieli jak to wszystko działa i jakie są procedury konserwacji i naprawy. Obaj wiedzieli jaka jest żywotność poszczególnych podzespołów oraz całych maszyn i jak często trzeba dokonywać jakiś zewnętrznych ingerencji, a czasem wymieniać cały komputer. Maszyny tu zainstalowane były szczytem osiągnięć technicznych XXVI wieku i były generalnie bardzo trwałe i niezawodne. Najbardziej obawiano się tu nagłych, dużych awarii, takich jak zwarcia elektryczne czy pożary. Wtedy straty były największe i oni mieli wtedy najwięcej roboty, aby ponownie uruchomić stację. Nawet w przypadku wyłączenia awaryjnego całego obiektu inne serwerownie były w stanie w ciągu kilku sekund przejąć obsługę i ciągłość świata duchów była kontynuowana. Nagle do inżynierów zza jednej z maszyn wyszły i zbliżyły się dwa androidy. Na sztucznym, metalowym obliczu jednego z nich pojawił się szeroki uśmiech, ułożony z przesuniętych, tytanowych paneli przedniej części twarzy.
Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD