Na korytarzu słychać było kroki milicjanta. Duch ukrył się w swoim mieszkaniu. Typ, który nadchodził, był zimny. Z pozoru przyjacielski i rubaszny, tak naprawdę przypominał drapieżnika. Negatywna aura otaczała jego ciało. W nim nie zamieszka żadna eteryczna istota. Przeznaczenie biednej duszy było wiadome. Sama się zgubiła. Takich dusz nie lubiło nawet piekło. * * * Chorąży przyniósł butelkę bimbru i pęto kaszanki. Po dwóch kolejkach wychylonych z małych musztardówek, zabrał się za pisanie protokołu. Od początku do końca robił to pod dyktando. Po dwudziestu minutach wysiłku meldunek był gotowy. Gospodarz odprężył się. Dłuższą chwilę przyglądał się swoim kompanom. W najbliższej okolicy był jedyną władzą. Przestrzeganie przepisów to jego powinność, zaś służba, rzecz święta. Musi dawać dob

