bc

Wracaj do domu

book_age0+
detail_authorizedAUTHORIZED
2
FOLLOW
1K
READ
like
intro-logo
Blurb

Tymon Dantej jako bezdomny? Cóż, kto nadąży za tym człowiekiem, który tak kocha uczyć się na błędach, że aż nie może istnieć bez ich ciągłego popełniania. Zatem próbujący żyć pisarz znów będzie musiał walczyć! Z kimś, ze sobą, o siebie i o tę, która stała się bolesnym wspomnieniem. Chciałbym powiedzieć, że problemy Danteja zaczęły się, gdy obudził się w kuźniańskim lesie, przykuty kajdankami do zwłok… Ale nie, ten facet nabroił znacznie wcześniej. Chcesz poznać odpowiedzi? Odkryj je z Tymonem, wędrując do piekła, w którym Diabeł niejedno ma imię.

chap-preview
Free preview
Rozdział 1. Kuźnia Raciborska
Rozdział 1. Kuźnia RaciborskaSobota, 3 września 2022 (rano) Cisza. Całkowita cisza. Jednych uspokaja, innych śmiertelnie przeraża. Czasami jej spokój zwiastuje burzę, innym razem następuje już po niej. Ktoś o niej marzy, ktoś przeklina jej nieustanne towarzystwo. Jedno jest pewne – nie zawsze możemy się od niej uwolnić. Jakby była ulotnym duchem, który robi, co chce. Nawiedza nas, gdy się tego nie spodziewamy. Ciężkie powieki Tymona z trudem próbowały się podnieść. Nie pierwszy i nie ostatni raz – pomyślał, wspominając swoje skąpane w alkoholu wybryki. Poczucie zagubienia, potworny ból głowy, suchość w ustach i tęsknota za tym dającym wytchnienie płynem. Wystarczyło wlać go do ust i nastawała ta kojąca forma ciszy. Spokój. Gdy ulatywało jego działanie, przychodził czas burzy: kac. Tymon Dantej był z nim na ty, lecz teraz poczuł się, jakby odwiedził go dawno niewidziany znajomy. Nie wiedział, co myśleć o tej wizycie. Nie był pewien, czy go zapraszał, czy może zdradliwy alkohol znów wszedł w jego życie z butami. Na rozważania przyjdzie jeszcze czas, pomyślał Dantej, próbując przekląć siarczyście, ale wyschnięte na wiór gardło nie wydało z siebie żadnego odgłosu. Powieki znów mu opadły. Nie dane mu było przebudzić się z tego koszmaru. Po chwili spróbował raz jeszcze. Udało się, choć oczy piekły go niemiłosiernie, a przecież zamknięte niby odpoczywają. Przebudzenie nie było ani łatwe, ani przyjemne, lecz ile to już takich dni przetrwał… Oczy otwarte, udało się. Od czegoś trzeba zacząć. Leżący na plecach Tymon spojrzał na niebo. Chmury sunęły leniwie, jakby zatrzymywały się, aby popatrzeć na tego dziwnego człowieka, który chciałby wstać, ale nie umiał. Zdawałoby się nawet, że układają się w szyderczy, wytykający go palec. – Walcie się, chmury – szepnął Dantej, a potem kaszlnął. W ostatniej chwili obrócił się na bok i zwymiotował na leśną ściółkę. Jest w lesie, tyle zrozumiał. Podobnie jak obłoki na niebie, drzewa zdawały się patrzeć na Tymona z wyrzutem. Jakby zbezcześcił ich królestwo. – Walcie się, drzewa – szepnął już nieco głośniej. Mowa wracała mu do życia. Chciał nawet zdobyć się na pokazanie lewą dłonią środkowego palca w kierunku gąszczu, ale poczuł taki ciężar, że nie był w stanie podnieść ręki. Jakby coś chciało go powstrzymać przed tym bezsensownym oznajmieniem swojego stosunku wobec natury. – Co jest, kurw... – pomyślał Dantej i obrócił się, aby zobaczyć swoją lewą dłoń. Gdy to zrobił, jego twarz spoczęła kilka centymetrów od trupiobladej facjaty kobiety. Krzyknął i ignorując wcześniejszą niemoc, spróbował wstać. Adrenalina zrobiła swoje. Gdy tylko oderwał się od ziemi, stając na nogach, zachwiał się, aby znów upaść, potykając się o jakąś gałąź. Chciał uciec od tego trupa. Miał ochotę przebudzić się z koszmaru, w który zapewne jak zwykle sam się władował. Próbował wstać jeszcze kilka razy i zaliczył taką samą liczbę upadków. Panika zgrała się z grawitacją, ale to nie jedyne, co nie pozwalało mu uciec. Minęła chwila, zanim Tymon zorientował się, że jego lewa dłoń jest przykuta do prawej dłoni leżącego obok niego trupa. Mężczyzna spróbował wydostać rękę na wolność. Gdy to nie przyniosło skutku, sprawdził, czy ma przy sobie telefon. – No jasne, że nie masz, debilu. Nie stać cię, jesteś żulem. Bezdomną gnidą – zganił się i upadł na kolana, ciężko oddychając. Pogładził się po zdecydowanie zbyt długiej brodzie, przeczesał przetłuszczone, zaniedbane, rozczochrane włosy. – Co robić, co robić. Kurwa… – pomyślał, starając przywołać się do porządku. Rozejrzał się dookoła. Nigdzie nie było żywej duszy. Był sam w lesie z nieznajomym mu trupem. Nawet nie sprawdzał pulsu przykutego do niego ciała. Kim była ta młoda kobieta? Jej puste ślepia wpatrywały się w niego, nie dając mu chwili spokoju i czasu na logiczne przemyślenie sytuacji. Zdawało mu się, że martwa towarzyszka patrzy na niego z wyrzutem, pretensją i zazdrością o to, że Tymon żyje, a ona nie… Dantej nieśmiało wysunął przed siebie rękę. Sięgnął twarzy i zamknął oczy trupa. Odetchnął, choć przecież to nie poprawiło za bardzo jego sytuacji. Musiała minąć dłuższa chwila, nim udało mu się zdobyć na trochę logiki. Przeszukał kieszenie martwej towarzyszki, licząc na jakieś odpowiedzi. Nic nie znalazł. Telefonu brak, portfela również. Poczuł, że łzy napływają mu do oczu. Wcześniej bał się tych zwłok, teraz doszedł żal, bo rozumiał, że ta dziewczyna miała przed sobą całe życie. Tyle błędów do popełnienia. – Kto ci to zrobił, dziewczyno? Kto… Dlaczego znów ja, dlaczego, kurwa, wiecznie Dantej?! – powiedział, pociągając nosem. Chciałby odpowiedzieć sobie na te pytania, ale jego pamięć była w rozsypce. Jakby ostatnie godziny z życia pożarła mu jakaś czarna dziura. – No tak, czarna dupa, tam, kurwa, jestem, jak zwykle – pomyślał Tymon, rozglądając się dookoła. Tymczasem chmury planowały właśnie odpowiedzieć na jego wcześniejsze emocjonalne wynurzenia i za moment miał spaść deszcz. Krople delikatnie zaczęły trafiać na tutejsze drzewa, a potem na Tymona i jego martwą towarzyszkę. Jakby chmury dawały mu chwilę na znalezienie schronienia. Z początku litościwe, z biegiem czasu stawały się coraz ciemniejsze i gniewne, a Tymona paraliżowała wciąż ta sama bezsilność. Nie wiedział, gdzie jest, nie wiedział co robić. Spróbował podnieść ciało dziewczyny i po prostu iść, ale nie miał dość siły. Zwłoki nie były ciężkie, bo należały do dość młodej, szczupłej kobiety, lecz Dantej nie odzyskał jeszcze siły. Pozostało mu ciągnąć za sobą przykutego kajdankami trupa. Wiedział, że to niezbyt miłe i oznacza brak szacunku do tej nieznajomej, lecz miał nadzieję schować się gdzieś przed deszczem. Nie chodziło mu o to, że ciało zmoknie. Przecież bardziej martwa nie będzie. Chodziło raczej o to, aby nie zmyły się wszystkie ślady, wskazówki, które mogło zawierać ciało. Wiedział, że od tej śmierci zależy jego życie...

editor-pick
Dreame-Editor's pick

bc

He Cheated So I Did Too With My Obsessive Boss

read
4.3K
bc

The Bounty Hunter and His Phoenix Mate (Bounty Hunter Series Book 3)

read
63.4K
bc

The Bounty Hunter and His Wiccan Mate (Bounty Hunter Book 1)

read
103.2K
bc

Billionaire's Wrong Bride

read
974.3K
bc

Begging For The Rejected Luna's Attention

read
4.6K
bc

Getting Back My Secret Luna

read
5.7K
bc

In Bed With My Ex's Brother-in-Law

read
7.4K

Scan code to download app

download_iosApp Store
google icon
Google Play
Facebook