Dobrze wiem, że to, co jednego dnia jest we mnie prawdziwe, innego może się okazać zupełnie nieadekwatne. Jestem chodzącym chaosem. Gdybym miał dzieci, zrobiłbym im niezłą sieczkę w głowach. Poza tym, czy nie należałoby najpierw samemu dorosnąć, zanim zacznie się wychowywać nowe pokolenia? Mnie to raczej nie grozi. Mam wrażenie, że dorosłość polega na spójności. Na zgodzie na samego siebie. I na pokorze wobec wyzwań, którym trzeba sprostać. Nie mam tego w sobie. To jest moja brakująca klepka, fabrycznie, nieodwracalnie. Życie z dnia na dzień to wszystko, do czego jestem zdolny. Czasami porównuję się do ojca, kiedy był w moim wieku. Nie do końca to pamiętam, miałem wtedy pięć lat, ale sam fakt, że był ojcem, mężem, lekarzem robiącym specjalizację, dzięki której ustawił się na resztę życia,

