— A kto? — Pomyśl. — Zły duch? — Tak. — Jak ktoś nieczysty może spokojnie siedzieć tuż obok świętego miejsca? — Na tylnych łapach. Po prostu. Przyszedł zabrać mi ostatnią nadzieję. — Chce cię zabić? – zapytał wystraszony. — Pragnie, abym się poddał. — Nie rozumiem. — Dopóki jest tu duszpasterz, ludzie z osady mają szansę uwierzyć w prawdę. Pomimo, że jakoś niewiele udało mi się osiągnąć, nadzieja pozostaje. Ostatnio długo nad tym się zastanawiałem. Nie mam w sobie nic z wizjonera wciągającego do działania. Raczej jestem cierpliwym, robiącym swoje proboszczem. Czekam aż przyjdziecie. Już wiem, że się nie doczekam. Bez mojej inwencji i pokazania prawdziwej wartości wiary, bez zejścia do was i zjednoczenia ludzi, nic dobrego się nie wydarzy. — Uczciwie pełniłeś swoje obowiązki. Odwi

