Chapter 17

2004 Words

Mój syn to mój syn. Jestem z ciebie dumny, synu, cokolwiek zrobisz, kimkolwiek jesteś. I z kimkolwiek jesteś. Ta, jasne. Jak ja bym chciał usłyszeć podobne słowa, kiedy jeszcze żyłeś, tato. Może wtedy bym w nie uwierzył. Kiedy pobrzmiewają w mojej głowie, nie wiem, czy to twój głos, czy wytwór mojej wyobraźni, pobożne życzenie, zaklinanie rzeczywistości. Matka też tak nie powie. Nigdy. Dlatego decyzja jest prosta i trudna równocześnie. Odwróciłem głowę i spojrzałem na spokojną, pogrążoną we śnie twarz. Westchnąłem. Pewność znowu ustąpiła miejsca wątpliwościom. Co ja robię? Czy to jest naprawdę to, czego chcę? A może zapędzam sam siebie w kozi róg? Z łóżka wyciągnął mnie w końcu pełen pęcherz. Przez jakiś czas go ignorowałem, ale uderzające o parapet krople zimnej wody nie pozwoliły na

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD