Mimo starań lekko się spóźniłem, Ola już stała w umówionym miejscu. Zrobiło mi się głupio. Tak, dopiero wtedy, kiedy ją zobaczyłem skuloną na zimnie, zmęczoną po dwunastu godzinach pracy, w trakcie których ja leczyłem się z kaca za pomocą różnych domowych sposobów. Kaca wyleczyłem, ale wcale nie czułem się lepiej niż rano. – Długo czekasz? – zapytałem, kiedy wsiadła do auta i dała mi buziaka. Spojrzała na zegarek. – Jakieś osiem minut. Już nawet Marcin pytał, czy mnie nie podwieźć, bo też akurat wychodził. Nie odpowiedziałem. Moje wyrzuty sumienia zostały zduszone w zarodku. Marcin. Znowu ten jej Marcin. Ostatnio jakoś dziwnie często słyszałem jego imię. Jednak nie miałem okazji się nad tym zastanowić ani okazać swojego niezadowolenia, bo temat nieoczekiwanie zszedł na mnie. – Dziwnie

