– Tak, mówiłem ci o tym miliard razy – odparłem lekko zniecierpliwiony. – Ale ją czy raczej to, jak ci jest przy niej wygodnie? – podsunął Tobi. – Ją – upierałem się, chociaż w jego spostrzeżeniu nie brakowało pewnej dozy słuszności. Ale to była rzecz drugorzędna, moje uczucie do niej wcale nie było przez to płytsze. – Dobrze. Niech ci będzie. – Pozornie się zgodził, choć jak się zaraz przekonałem, właśnie wytaczał najcięższe działo. – To pozwól, że ci o czymś przypomnę. W miłości istnieje pewien paradoks. Czasami kiedy kogoś kochasz, najlepsze, co możesz dla tej osoby zrobić, to z nią nie być. Nic nie odpowiedziałem. Dopiłem piwo, pożegnałem się i wyszedłem. Tu po prostu nie było już nic do dodania. Te słowa na długo utkwiły mi w głowie. Może dlatego, że to nie Tobiasz pierwszy je wy

