Tobi miał rację. Szczerze nienawidziłem go za to w tym momencie, ale miał, kurwa, stuprocentową rację. A właściwie to ja sam miałem rację, przecież to były moje własne słowa. W miłości istnieje pewien paradoks. Czasami, kiedy kogoś kochasz… – Ola… – zacząłem, sam jeszcze niepewny, co chcę powiedzieć. Położyła mi palec na ustach. – Nic nie mów – poprosiła. – Jeszcze nie teraz. Nie w tych emocjach. – Okej – zgodziłem się z ulgą. Niech najpierw ułoży mi się w głowie to, co mam jej do powiedzenia. To nie będzie łatwa rozmowa. Przez dłuższy czas po prostu leżeliśmy, nic nie mówiąc, popijając wino, gapiąc się w sufit. Schodziła z nas adrenalina, wchodził za to alkohol, wprowadzając w stan nie do końca miłego otępienia. Długo nie czułem tego, że marznę. Dopiero kiedy dostałem gęsiej skórki,

