– Przecież Sasza chętnie pomoże! – dowiedziałem się, gdy mój przyszły teść wspomniał o dachu na działce. – Ależ oczywiście, że będzie wesele! Może nie jakieś wielkie, ale będzie! – Kolejna nowina dosięgła mnie, kiedy matka Oli poruszyła kwestię finansów i ewentualnego wsparcia dla nas, o które nie prosiłem i którego nie chciałem. Chwili wytchnienia nie miałem nawet na balkonie, bo starzy Olki akurat oboje palą, więc na fajkę wychodzili razem ze mną. A mają to do siebie, że praktycznie nigdy nie przestają mówić. I mają setki pomysłów na minutę. Nawet się nie obejrzałem, kiedy zostałem mimowolnie przypisany do miliona nowych projektów. Poczułem się jak dzieciak, całkiem jak wtedy, gdy jeździłem z rodzicami na wczasy, a ojciec bez zastanowienia zgłaszał swój i mój akces do wszelkich przedsi

