Chapter 9

2007 Words

No i jeszcze na koniec, żeby utrwalić niezapomniane pierwsze wrażenie, gdy Olka zmieniła muzykę na jakiś swój ulubiony kawałek, wyłączyłem jej to z kolejnym kąśliwym komentarzem, że to impreza, a nie stypa. A ona, zamiast strzelić mi w pysk, jeszcze przeprosiła. Za to Tobi nie zdzierżył i wyciągnął mnie do przedpokoju, żeby powiedzieć kilka ostrych słów. – Słuchaj, jak chcesz tu mieszkać, to nie traktuj mi tak ludzi. Nie pod moim dachem – rzucił mi w twarz. – Ja nie będę potem za ciebie świecił oczami. A już od Oli to w ogóle wara. To najsłodsza osoba pod słońcem i masz być dla niej dżentelmenem, kapiszi, głąbie? Bo jak nie, to won mi stąd. Kapiszi. Gdyby kazał mi zwijać manatki, nie za bardzo miałbym gdzie się podziać, więc argument o eksmisji zadziałał bardzo skutecznie. Poza tym to ni

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD