Na szczęście, a może na moje nieszczęście, z afektywną bujam się nie od wczoraj i trochę już ją znam. Mam swoje sprawdzone sposoby, niekonieczne aprobowane przez specjalistów. Wygrzebałem z apteczki antydepresanty, wyłudzone od nie mojego psychiatry w zeszłym roku. Zdawałem sobie sprawę, że igram już nawet nie z ogniem, tylko z piekłem, ale nie widziałem lepszego wyjścia. Muszę przelecieć przez to driftem. Inaczej skończy mi się paliwo, zanim wyjdę z tego zakrętu na prostą. A zakręt był srogi. To był, kurwa, zwrot o trzysta sześćdziesiąt stopni. Nie, nie pomyliłem się. Nie o sto osiemdziesiąt. Historia lubi zataczać pełne okręgi. *** Po raz drugi tego dnia obudziło mnie miarowe stukanie kropli w parapet. Zrozumiałem wreszcie, że to musiała być woda z topiących się sopli, które słońce

