Nie widzę sensu w myśleniu o sprawach, które mogły się zadziać, ale się nie zadziały. Nie próbuję sobie wyobrażać, co by było, gdyby Inga urodziła moje dziecko. Czy byłoby synem, a może jednak córką. I czy bylibyśmy razem. Czy dojrzelibyśmy do rozwiązania naszych problemów, czy tylko by się nawarstwiały bez końca, prowadząc nas do wzajemnej niechęci, tak jak moich rodziców. Czy bym się w miarę sprawdził w roli ojca i partnera, czy byłbym wiecznym uciekinierem, wracającym do domu tylko po porządnym znietrzeźwieniu się. Czy Inga znalazłaby wtedy pocieszenie w ramionach Kuby Szadka. Wolę nie dochodzić do nieuchronnego wniosku, że byłoby tak samo, tylko płaciłbym jeszcze alimenty i miał weekendy zajęte czymś innym niż praca w pubie. Tak samo nie rozważam, co by było, gdyby mój nienarodzony bl

