Zaparkowałem po drugiej stronie, na poboczu. Nie miałem ochoty ryzykować i wjeżdżać na zagracone podwórze. Gdyby jakieś widły przebiły opony, musiałbym chyba wzywać lawetę. Wysiadłem i otworzyłem drzwi pani Neuman. Uderzył w nas wiatr i przemroził aż do kości. Miałem rację, słońce było już tylko na pokaz. Dzisiaj nie zaryzykowałbym wejścia do morza za żadne skarby. Stanęła zaciskając poły żakietu palcami tak mocno, że kostki pobielały. Częściowo oparła się o mnie ramieniem. – I co powiesz? – zachrypiała, wyciągając z torebki papierosy. – Robi wrażenie? Kiedy przypalała i zaciągała się głęboko, odważyłem się odwrócić twarzą do ruin. Na przypominającym odwróconą miskę wzniesieniu ocalała tylko jedna ze ścian, w której wciąż jeszcze połyskiwały resztki witrażu o pociemniałych szybkach. Dw

