Odpowiedź znalazłem, chociaż niezbyt już pewną – że w Warszawie jeszcze o mnie nie zapomniano. – Dobrze jest, jak jest – zakończyłem ten temat. Na wszelki wypadek. Mężczyzna uśmiechnął się ze zrozumieniem. Podziękował za pomoc i zostawił kartkę z numerem telefonu. – Proszę dzwonić o każdej porze. My tam nie śpimy zbyt długo. I wyszedł bez pożegnania. Podły drań wiedział, jak zasiać ziarno niepokoju. Wiedział też, na jakiej glebie. „My tam nie śpimy zbyt długo”. Kto? Gdzie? Dlaczego? Co takiego robią, że stać ich na takie koszule? Z dzisiejszego punktu widzenia stary porządek chwiał się w posadach, ale wtedy… Jak z prognozą pogody: będzie padać, albo nie będzie. Proszę, niech pan sobie wybiera. Jak pan myśli, pytał Rygielski, co zrobiłem? Wytrzymałem dwa tygodnie składania złamań, szyc

