Chapter 18

1984 Words

W marcu mój znajomy przywiózł młodą, wystraszoną kobietę w zaawansowanej ciąży. O drugiej nad ranem, bez żadnych komplikacji, urodziła zdrową dziewczynkę. Poprosiłem położną, która zastąpiła zwolnionego lekarza, żebym mógł wypełnić kartę urodzin. Ręka mi nie zadrżała, kiedy wpisywałem znane niemal na pamięć dane. Identyczne. Położnik miał rację. Poczułem, że znowu zaczynam maleć. Zostałem z młodą matką, która, wyczerpana porodem, zasnęła. Jedna z pielęgniarek szepnęła mi na boku, że podano tej dziewczynie coś na uspokojenie. – Dlaczego? – zdziwiłem się. – Może przeciwbólowe? – Nie – zaprzeczyła pielęgniarka, niska i krępa wyjadaczka szpitalnych oddziałów. – Szalała, mogła sobie zrobić krzywdę. – Szalała? Nic nie widziałem. – Podobno przedtem, kiedy ją przywieźli. – W takim razie pos

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD