Chapter 20

1966 Words

Odczekałem kilka minut, usiadłem na łóżku i przykryłem plecy śpiworem, którego używałem zamiast koca. Spróbowałem przeanalizować, co właściwie czuję. Jakoś nie przejąłem się, że kradła mi pieniądze. W sumie, no cóż, mogłem to potraktować jako opłatę za usługi. I nie chodziło o to, że ją karmiłem i od czasu do czasu dawałem jakiś prezent. „Nic, co mógłby poznać”, mówiła. Miała wprawę w zdradzaniu męża, jeśli można tak powiedzieć. Tylko czekolada i wódka, mówiła, nigdy majtki i perfumy. Jeśli wzięła dziesięć, dwadzieścia złotych, niech bierze. Zostawię więcej, jeśli naprawdę potrzebuje. Ale to, że nie spojrzała na mnie ani razu, zabolało. Co doprowadziło mnie do następnych wniosków. Poczułem do niej coś, czego ona nigdy, przenigdy nie odwzajemni. Co zabolało jeszcze bardziej. Całą winę zrzu

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD