Z impulsywnej, zdecydowanej na każdą konfrontację kobiety zamieniła się w milczące, snujące po domu widmo. Nie rozpoczęła żadnej z naszych dziwnych, surrealistycznych rozmów, jakie chciałem prowadzić. Przestało ją interesować wszystko, poza noszonymi w brzuchu dziećmi. Próbowałem więc inaczej. Jadaliśmy wspólne posiłki. Wyszukałem w bogatej, medycznej biblioteczce Rygielskiego, o której nie potrafiłem myśleć jako o swojej, książki o rozwoju płodowym, ciąży. Magda przeczytała z pewnym zainteresowaniem wszystkie, ale znowu nie czuła potrzeby dyskusji na ich temat. Dla własnego spokoju sam je przewertowałem. Popełniłem błąd. Zawierały więcej opisów patologii ciąży, niż zwykłego, biologicznego procesu, który przecież odbywa się od tysięcy lat mniej więcej w ten sam sposób. Po około dwóch tyg

