Dopiero kiedy w domu na wzgórzu, oddalonym od nas o jakieś trzysta metrów, zapaliło się światło, odzyskałem władzę nad swoim ciałem. Wróciły ludzkie uczucia. Nie były takie znowu złe, w każdym razie nie do końca. Mimo faktu, że przełamał je strach przed wizytą sąsiadów, nie lęk o ciężarną. Szybko otworzyłem drzwi i wskoczyłem do środka. Światła nie chciałem zapalać, bo wciąż miałem nadzieję, że sąsiedzi nie domyślą się, skąd te krzyki. Głupie, ale ludzkie myślenie. Poczułem znajomy zaduch niewietrzonego domu, gotowanej kapusty i wilgoci. Rzuciłem kurtkę na podłogę, ruszyłem korytarzem do jej sypialni. Krzyk uderzył niczym niewidzialna ręka. Stanąłem w progu, spojrzałem na łóżko, na którym wiła się Magda. Z bólu zadarła moją luźną koszulkę aż pod samą brodę. Naga skóra lśniła w ciemności

