Wstał, z trudem rozprostował długie nogi nawykłe do chodzenia. Rozejrzał się, założył kurtkę i przewiesił przez ramię pasek torby. Staliśmy w odległości może metra jeden przed drugim. Dwie istoty, dwa światy. Przypomniałem sobie, jak spacerowałem po parkach, bezskutecznie szukając myśli na twarzach spacerowiczów. U Wardy widziałem tylko emocje. Myśli ukrył głęboko, bardzo głęboko. Czegoś się jednak nauczył. Wskazałem drzwi, ale pokręcił głową. Ruszyłem więc jako pierwszy. Wyszliśmy przez kuchnię na krytą werandę i z niej na zewnątrz. Po zarwanej nocy przeszył mnie chłodny dreszcz. Ciekawe, czy będzie ciepło, pomyślałem. Miałem ochotę cofnąć się po marynarkę, ale zrezygnowałem. Nie chciałem go już dłużej przetrzymywać. Odniosłem wrażenie, że jeśli zmarnuję chociaż sekundę, to zacznie mnie

