Chapter 4

1970 Words

Podszedłem dwa kroki i stanęliśmy naprzeciwko siebie. Mucha szybkim ruchem rozluźnił ramiona i pytająco uniósł brwi. Skinąłem głową. Nie byłem gotowy, ale to i tak nie miało już znaczenia. Uniosłem pięści, próbując przybrać pozycję skuloną i osłonić wszystkie wrażliwe części ciała. Mucha ocenił i zadał pierwszy cios. Lekki, żeby sprawdzić, jak trzymam gardę. Uderzał krótkimi prostymi, których mógłbym uniknąć, ale bałem się stracić kontrolę. Prawa, lewa, wysoko, nisko. Zrobiłem ostrożny krok w lewo, nie odrywając stóp od parkietu. Wbiłem wzrok w widoczną część twarzy Muchy, a on odpowiadał mi spokojnym, czujnym spojrzeniem. Kontrolował wszystko, od początku do końca. Poczułem się pewniej. Nie chciał mi zrobić krzywdy, ale ja miałem ochotę się odgryźć. Postanowiłem odczekać do drugiej rundy

Free reading for new users
Scan code to download app
Facebookexpand_more
  • author-avatar
    Writer
  • chap_listContents
  • likeADD