Gdyby nie to, że czułem strach i nieludzkie zmęczenie, sytuacja byłaby nawet zabawna. Zamiast białej damy, którą widziałem w oknie, przy schodach stała kobieta ubrana w męską, flanelową pidżamę. Nieco zbyt dużą i na pewno wygodną, ale rękawy i nogawki musiała zawinąć, żeby się nie potknąć. Zmęczoną twarz o podkrążonych oczach okalały rozczochrane włosy. Wyglądała jak symbol osoby cierpiącej na bezsenność. Wiedziałem, dlaczego. Pamiętałem jeszcze, że na stołach w ogrodzie walały się nie tylko butelki po alkoholu, ale również małe, plastikowe torebki z resztkami innych używek. – Opowiedz mi coś – powiedziała ochrypłym głosem. Z powodu ciszy panującej w domu miałem wrażenie, że ściany odbiły echo. – Nie mogę zasnąć. Zanim zdążyłem się zdziwić lub wymyślić jakąś odpowiedź, odwróciła się i we

